Jak gotują wiedźmy
  • delicious

Ciasto do zadań specjalnych

To przepis przekazany z matki na córkę. Nie jest pilnie strzeżony, ani nie wymaga żadnej specjalnej magii, jest za to idealny do wszystkiego. Przedstawiam Superproste ciasto krucho-drożdżowe.

4 szklanki mąki pszennej

1 szklanka kwaśnej śmietany

20g świeżych drożdzy lub 10g drożdży instant 

250g masła

szczypta soli lub więcej w przypadku zastosowań wytrawnych

 Masło posiekać z mąką do uzyskania konsystencji kaszy manny. Śmietanę (wyjętą wcześniej z lodówki) wymieszać  z drożdżami. Dodać śmietanę do mąki, dodać sól i zagnieść elastyczne ciasto. Podzielić je na porcje i przykryć folią spożywczą. Rozwałkowywać po kolei przygotowane porcje.

Uwaga: Ciasto bardzo szybko rośnie!

Dostępne misje:

Rogaliki:

rozwałkować, pokroić na trójkąty, nałożyć po pół łyżeczki marmolady różanej i zawinąć w rogaliki –  posmarować roztrzepanym jajkiem przed upieczeniem lub lukrem po upieczeniu.

rogaliki krucho-drożdżowe

Paszteciki:

rozwałkować  na prostokąt, nałożyć farszu mięsnego/grzybowego/kapuścianego; zawinąć;   pokroć na 7-8cm paszteciki

Kiełbaski w szlafroczkach:

rozwałkować; pokroić na paski szerokością odpowiadające długości kiełbaski (preferuję frankfurterki), zawinąć kiełbaski w ciasto; posmarować roztrzepanym jajkiem, posypać sezamem. Podawać z sosem musztardowym.

Paluchy serowe:

do ciasta dodać szklankę tartego żółtego sera, zagnieść, rozwałkować na grubość ok 0,5 cm; pokroić na paski szerokości 3cm, skręcić paski; ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia; posmarować roztrzepanym jajkiem. Można podać do nich różnego typu dipy.

 

Ciasto piekę w 170-180 stopniach.

Nie przepadam za nimi, ale czasem mam na nie ochotę, zwłaszcza z ostrym sosem czosnkowym lub gulaszem po węgiersku. Sama robiłam je wcześniej może raz czy dwa. Zwykle zamawiam je w jakiejś karczmie i potem przeżywam rozczarowanie, eh.

Pragnąc jednak zjednać sobie mężczyznę postanowiłam zaserwować właśnie placki po węgiersku. Koniunkcja okazała się sprzyjająca i nabyłam wyborną karkówkę, w sam raz na gulasz.

Zacznijmy od gulaszu. Mięso pokroiłam w kostkę. Przygotowałam mąkę ze słodką wędzoną papryką (ok 1 łyżeczki), pieprzem kajeńskim oraz solą i pieprzem. Kostki mięsa obtoczyłam w mące z przyprawami i smażyłam na niewielkiej ilości oleju.

Ważne jest aby nie wrzucić całego mięsa na raz  na patelnię, wtedy zacznie się dusić we własnym soku zamiast zamykać w sobie ten sok.

Usmażone mięso, przełożyłam do naczynia żaroodpornego,  moje jest ceramiczne i folklorystycznie ozdobione.

Na patelnie po mięsie (nie wolno jej myć po smażeniu mięsa) podsmażyłam przez chwilę cebulę a następnie zalałam ją wodą. Woda z cebulą, trafia też do naczynia.  Woda powinna zakryć mięso.

Mięso piekłam ok 1h w temperaturze 200 stopni.

Sos nie był zbyt gęsty, dodałam więc pod koniec łyżkę mąki  (rozrobioną w sosie) dla zagęszczenia. Nie bawiłam się w żadne wymyślne zioła, ale jeśli macie taką chęć do gulaszu można da ziele angielskie i liść laurowy.

Gotuję zwykle na oko a że jestem krótkowidzem czasem trzeba dosolić.

Składniki gulaszu:

60dag karkówki

mąka pszenna

olej do smażenia (ok 1-2 łyżki)

papryka słodka (1 łyżeczka)

pieprz kajeński (szczypta)

Pieprz i sól (wydaje mi się, że było tego po pół łyżeczki)

2 cebule pokrojone w pióra

 

A teraz placki : W jednej z moich książek kucharskich (wydanej pewnie w latach 90 kiedy jeszcze nikt nie słyszał w Polsce o fotografii kulinarnej). Znalazłam przepis na placki ziemniaczane na drożdżach –  trochę mnie przeraził, ale to co mnie w nim zastanowiło to gotowany ziemniak! Mój tata, który zwykł w moim domu rodzinnym robić placki ziemniaczane zawsze używał tylko surowych.

Składniki na placki:

4 duże ziemniaki surowe i starte na drobnych oczkach (dla mnie to oczka marchewkowe bo kojarzą mi się z surówką z marchwi)

1 jajko

1 średni ziemniak ( z dużą zawartością skrobi)

1 mała cebulka

sól i pieprz

 

Oczywistą oczywistością jest, że odmiana ziemniaka ma znaczenia dla jego zastosowania.  Zdałam się więc na ekspertów i ziemniaki kupiłam w Tesco. Surowych użyłam tych, które są dobre na placki a jako gotowanego – takiego dobrego do sałatki :)

Starte ziemniaki zostawiłam na sitku aby odsączyć je z nadmiaru wody. Wodę wylałam, a pozostałą na dnie skrobię dodałam do placków. Ugotowanego ziemniaka przepuściłam przez praskę do ziemniaków (mam takie ustrojstwo i wiele innych z rzadka używanych utensiliów). Wszystkie składniki wymieszałam i upiekłam z nich rumiane placki.

Podałam z gulaszem i niezawodnym kiszoniakiem.

Zdjęć nie będzie, bo placki szybko stygły a ja byłam strasznie głodna.

Mężczyzna przez cały czas miał usta pełne i posiłku nie skomentował –  znaczy to,  że dobre było.

 

… gdy jem coś mocno cytrynowego :) .

W zeszłym roku tak mnie napadło i nadal trzyma. A wszystko zaczęło się niewinnie od drożdżowego ciasta cytrynowego  do odrywania od Dorotus.

Uwielbiam to ciasto, ale jak na moje standardy jest zbyt pracochłonne. Szukałam więc ciasta o silnie cytrynowym smaku ale bez całego tego wyrabiania i czekania. Znalazłam je w sieci na stronie, której teraz już nie pamiętam i wpisałam do mojego poplamionego brulionu (kto dziś używa brulionów w czasach internetu?!) jako Ulubione ciasto cytrynowe – jest pyszne, szybkie, wilgotne i cytrynowe.

Przepis na ciasto:

3 jajka

1/2 szklanki oleju

2-3 łyżki masła

1 szklanka cukru (ja daję mniej ok 1/2 szklanki cukru)

1/2 łyżeczki soli

1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 i 1/2 szklanki mąki

1/3 szklanki soku z cytryny oraz skórka z 1 cytryny

łyżeczka ekstraktu waniowego

 Lukier :

1/2 szklanki cukru pudru

1 łyżka mleka

ekstrakt cytrynowy lub sok z cytryny zamiast mleka

Jajka ubijam na puszystą masę z cukrem mikserem, następnie dodaję olej i masło.

Następnie mąkę z sodą, solą i proszkiem do pieczenia. Na końcu dodaję sok z cytryny* oraz ekstrakt waniliowy.  Ciasto piekę w keksówce. Niestety nie ma go dużo, choć rośnie całkiem sporo (surowego ciasta mam mniej więcej pół keksówki; po upieczeniu jest pełna, ale bez górki).

Ciasto piekę do suchego patyczka w temperaturze 180 stopni przez 40-50 minut. Po wyjęciu z piekarnika, wyjmuję z blachy, chwilę studzę a następnie polewam lukrem.

* Jak uzyskać dużo soku z 1 cytryny: Po pierwsze rolować je na kuchennym blacie, mocno aż zmiękną. Do wyciskania z nich soku używam widelca – wbijam w połówkę cytryny widelec i wyciskam ją, obracając w środku widelec. Sok będzie zawierać farfocle i pestki (pestki wyciągam). Jeśli potrzebuje czysty sok, przecedźcie go przez sito.  Genialny sposób na wyciskanie cytryny zawdzięczam Jamiemu Oliverowi.

To ciasto jest cudownie wilgotne, nadaje się na niedzielne śniadanie :)

Przeżywam zachwyt ciastem Red Velvet. Piekłam tort z kremem cytrynowym, babeczki z wiśniami i cytrynową polewą a teraz eksperymentuję z ciastem podstawowym.

To ciasto jest bardzo wilgotne,  ciężkie i świetne znosi leżenie z lodówce.  Dla mnie idealne jako alternatywa dla biszkoptowych tortów, za którymi nie przepadam.

Tak więc to jest mój spóźniony urodzinowy tort ;) .

Ciasto kawowe:

2,5 szklanki mąki tortowej

pół łyżeczki soli

1 szklanka cukru

1,5 szklanki oleju

1 szklanka kefiru

2 jajka

2 łyżki kakao

2 łyżki kawy rozpuszczalnej

1,5 łyżeczki sody oczyszczonej

2 łyżeczki octu winnego białego

Jajka, cukier oraz olej zmiksować , następnie dodać mąkę, sól, kakao, kawę oraz kefir (moja kawa była granulowana i dłuższą chwilę trwało jej rozpuszcznie).

Na koniec zmieszać sodę z octem i szybko dodać do masy.

Piec około 30-40 minut w 180 stopniach.

Krem:

400g serka kremowego (ja używam serka Twój Ulubiony z Wielunia – jest dość tłusty)

125g masła o temperaturze pokojowej

pół szklanki cukru (lub mniej w zależności  od upodobania)

4 łyżki malin z syropu od Mamy*

Masło utrzeć z cukrem na puch, dodać serek  oraz maliny. Dobrze wymieszać.

* moja Mama zasypuje maliny cukrem a następnie pasteryzuje. W ten sposób przygotuje najsmaczniejsze lekarstwo na przeziębienie i świetny dodatek do herbaty.

 

 

 

Śpiewać każdy może,
trochę lepiej, lub trochę gorzej,
ale nie oto chodzi,
jak co komu wychodzi.
Czasami człowiek musi,
inaczej się udusi,
ooo

 Ja też bym się dziś pewnie udusiła, gdybym nie wykrzyczała światu co czuję.

Podła kanalia!  Ktoś nie bał się i ukradł mi z parapetu doniczkę z rozmarynem. O zgrozo! Niech mu moje ziółka w gardle staną a potem drapią na wyjściu!

 

A teraz do rzeczy, pora jest jabłkowa. W weekend dostałam 10 kilo jabłek od teściów i teraz przerabiam na szarloty.

Moje ulubione nadzienie do szarlotki:

  • jabłka pokroić w kostkę, posypać cukrem – pozostawić aż puszczą sok;
  • dodać mąkę ziemniaczaną (daję 1 łyżkę na ilość jabłek potrzebną na małą formę na tartę);
  • jabłka wyłożyć na surowe kruche ciasto;
  • dodatkowo do nadzienia można dodać cynamon oraz rodzynki.

Jabłka wykładam na kruchy spód, na górę kruche ciasto lub, tak jak dzisiaj, kruszonkę z płatkami owsianymi lub muesli.

1,5 częsci mąki

1 część cukru

1 część masła/margaryny.

 

 

Powoli dociera do mnie, że nic z Tego nie będzie. O bloga trzeba dbać, karmić go, doglądać i wyprowadzać na spacer w wielki internet. A ja leniwa jestem i coraz bardziej zamknięta w sobie. Do tego kiepsko mi wychodzi ostatnio gotiwanie a wszydtkie poradniki o fotografowaniu jedzenia mówią, że żle to robię.
Nie mogę tłumaczyć się bogatym życiem towarzyskim w sieci bo go nie mam. Jakoś nie idzie mi życie w społeczeństwie, nawet tym wirtualnym. Przepraszam więc Kupę Trzymającą Władzę za swoje kolejne zniknięcie. Fanów Pratchetta także.

Zanurzam się w moich książkach. Teraz czytam “The sign of four” Connan Doyle’a. I uwierzcie mi- oni nic tam nie jedzą!

Ostatnio zaczytuję się w “Najstarszym” a tam mało o jedzeniu; chyba, że będę pisać o sałatkach owocowych elfów ;)

Za to udało mi się wypracować pyszny sezonowy i bajecznie prosty pudding na podstawie przepisu Nigelli Lawson :

250g masła

75g cukru białego + 2 łyżki

220g mąki pszennej

4 jajka

150 g konfitury śliwkowej, najlepiej domowej

1/2 łyżeczki cynamonu

1 łyżeczka  sody oczyszczonej

1/2 łyżeczka proszku do pieczenia

6 dużych śliwek

Usunąć pestki ze śliwek, ułożyć je w naczyniu żaroodpornym tak, aby na każdy kawałek przypadła jedna połówka i posypać 2 łyżkami cukru z cynamomem. Nastawić piekarnik na 200 stopni. Wstawić śliwki do piekarnika i zapiekać aż puszczą sok.

W między czasie utrzeć masło z cukrem, dodać kolejno jajka, a następnie mąkę z proszkiem i sodą oczyszczoną. Na koniec dodać konfitury.

Wyjąć śliwki z piekarnika, brzegi naczynia posmarować pędzelkiem olejem i wlać do niego ciasto. Od razu włożyć ponownie do piekarnika i zmniejszyć temperaturę do 180 stopni. Piec ok 30-40 minut aż ciasto przestanie się przylepiać do patyczka. Ciasto nie może piec się za długo bo będzie suche.

Upieczone ciasto można nasączyć wodą z cukrem aby była bardziej wilgotne. Ja je także odwróciłam śliwkami do góry i posypałam cukrem pudrem.

Najlepsze jest na ciepło.

Jakoże pękam z przejedzenia wielkanocnego będzie dziś skromnie, o kanapkach.

W “wielkim wahoonie” potrwą narodową jest kostkowy sandwicz ( z ang. Knuckle sandwich).  Miłośnikiem tej potrawy jest Nobby Nobbs, ale także sir Samuel Vimes.

— Macie świńskie raciczki? — spytał uprzejmie Nobby. — Pod winkle’a najlepiej pasuje talerz świńskich raciczek.

— Normalnie nie jadam kończyn — oświadczyła lady Selachii.

— Świński kostkowy sandwicz… Próbowała pani świńskich kostek? Nie ma nic lepszego.

— Nie… nie jest to, zapewne, najdelikatniejsza z potraw?

— Och, można odkroić skórkę — uspokoił ją Nobby. — Nawet kopytka. Jeśli czuje się pani… wytwornie.

Na glinianych nogach, Terry Pratchet

Kostkowy sandwich jest prawdopodobnie odmianą kanapki z “pulled pork” – wolno duszoną lub pieczoną wieprzowiną, która aż odchodzi od kości. W wersji dla ubogich mieszkańców Anhk-Morpork była robiona ze świńskich raciczek.

Oryginalny przepis został opublikowany w  ”Nanny Ogg’s Cookbook”.

Składniki:

2 świńskie nóżki

1  bouquet garni (pietruszka, tymianek, liść laurowy)

1 łyżka nasion gorczycy

masło lub oliwa

Pain rustique lub inny chrupiący chleb

Umieść nóżki w garnku, dodaj gorczycę i zioła i zalej wodą aby przykryć mięso.  Duś na wolnym ogniu przez 35-45 minut aż będą miękkie i mięso będzie odchodzić od kości.

Oddziel mieso od kości. Otrzymane kawałki posmaruj masłem lub oliwą i grilluj aż będą chrupiące. Zrób kanapki z dodatkiem sałaty lub cienko pokrojonego ogórka.

Ale nie będę pić byle czego. Ostatnio jestem dość wybredna alkoholowo, zwłaszcza piwnie. Od kiedy okryliśmy browar Ciechan, Cornelius, Gostyniec  populistyczne browary nam nie odpowiadają.

Poza dobrze uważonym piwem, nie wzgardzę też dobrą nalewką wiśniową lub malinową. Jest także spora lista trunków, których nigdy nie piłam a chciałabym. Wśród nich jest absynt, poetycko zawany Zieloną Wróżką.

Są na Dysku czarownice, które nie jeden kieliczek/kufel tego trunku wychyliły.

 — Nie ufałabym drinkom, jeśli są zielone.

— Bo to nie jest prawdziwy drink — odparła niania. — Na etykiecie piszą, że jest robiony z ziół. Z samych ziół nie można zrobić niczego mocniejszego. Skosztuj kropelkę.

Babcia powąchała otwartą flaszkę.

— Pachnie anyżkiem — stwierdziła.

— Na butelce jest napisane „Absinthe” — dodała niania.

— To po prostu inna nazwa piołunu — poinformowała Magrat, która znała się na ziołach. — W poradniku czytałam, że pomaga na kłopoty żołądkowe i zapobiega wzdęciom po posiłkach.

— Same widzicie — ucieszyła się niania Ogg. — Zioła. To właściwie lekarstwo. — Nalała koleżankom solidne porcje. — Spróbuj, Magrat. Ulży ci na piersi.

Babcia Weatherwax dyskretnie poluzowała sznurówki. Zastanawiała się też, czy nie zdjąć kamizelki. Chyba nie potrzebowała wszystkich trzech.

 ”Wyprawa czarownic”, Terry Pratchett

Udało mi się znaleźć  kilka przepisów na absynt i piołunówkę.

Poczekam aż zielska urosną i zaczynam produkcję ;)

Piołunówka staropolska 

4dkg pokrojonych wierzchołków piołunu

1,5dkg gorzkich suszonych skórek pomarańczowych

8g świerzego tataraku

2g  gałki muszkatałowej

7g goździków

7g cynamomu

0,5kg cukru + 1,5 szklanki wody – na syrop

Składniki zmieszać i zalać 1l spirytusu. Dobrze zamknąć i odstawić na 16 dni. Po tym czasie przecedzić przez gęste sito. Z wody i cukru zrobić syrop (zagotować i wyszumować) i wymieszać go z nalewką.

Odstawić na 2 i pół miesiąca. Po tym czasie przelać do butelek.

Absynt - Plakat

Absynt 

25g szuszonego i przewianego ziela piołunu

5g suszonego ziela hyzopu

5g suszonego ziela melisy

20g roztartego anyżu zielonego

Zebrać nierozkwitłe czubki ziela piołunu, suszyć w chłodnym przewiewnym miejscu, z dala od innych ziół.

Zioła macerować 24h w alembiku. Dolać 0,15l wody i destylować z wolna aż do osiągnięcia objętości 0,15l. Dolać 0,4l spirutysu  85% i 0,45l wody.

Doprawić do smaku szczyptą kolendry, mięty i kopru włoskiego. Pozostawić do wyklarowania.

Czas przygotowania 5 tygodni.

Zielona wróżka

Absynt domowy 

5 dkg świeżych liści piołunu

50 dkg cukru

2 szklanki wody

1 l wódki 45%

Liście piołunu zalać wódką, szczelnie zakryć i odstawić w ciemne ciepłe miejsce na 2 tygodnie. Po tym czasie odcedzić, dodać ugotowany z wody i cukru syrop. Przefiltrować i rozlać do butelek. Wynieść do piwnicy (w chłodne ciemne miejsce) na 3 tygodnie.

 

Źródła przepisów:

Złota księga nalewek, Baobab;

Wielka księga nalewek, Wydawnictwo Olesiejuk;

A w dobrym gumbo jest wszystko.

Pani Pleasant przytaknęła. Wszyscy to wiedzieli. Nie mogła zaprzeczyć.

Kiedy kucharka wyszła, pani Gogol smętnie pokiwała głową. Szamanka voodoo musi stosować rozmaite strategie, żeby uchodzić za wiedzącą. Ale trochę jej było wstyd, że pozwala porządnej kobiecie wierzyć w przyszłość zobaczoną w kociołku gumbo. Ponieważ w kociołku gumbo pani Gogol można było dostrzec tylko tyle, że przyszłość niesie bardzo dobry posiłek.

Wszystko inne zobaczyła w misie jambalayi, którą przygotowała wcześniej.

“Wyprawa czarownic”, Terry Pratchett

Kuchnia amerykańska nie jest w świecie zbyt poważana i często jest niedoceniana. A przecież w Stanach nie jada się  jedynie fastfoodów. Mieszanka kulturowa jaką tworzą mieszkańcy tworzy także bardzo bogatą kuchnię.

Za jedną z ciekawszych kuchni uważam kuchnię kreolską. Charakterystyczny dla tej kuchni jest dodatek ryżu, aromatyczne przyprawy oraz ryby i owoce morza.

Gumbo to potrawka na bazie zasmażki z owocami morza z dodatkiem okry, która podczas gotowania robi się glutowata. Specjalną przyprawą do gumbo są “damskie paluszki”, są to suszone liście drzewa sasafras.

Gumbo pani Gogol było gęste ciemne i podczas gotowania wypływały i zanurzały się z niego najdziwniejsze składnki takie jak wężowe łebki. Kreolskie gumbo często zawiera krewetki, kraby czasem także ostrygi. Dodaje się także kiełbasę dla ostrości oraz czasem kurczaka.

Gumbo zostało stworzone przez zaradne gospodynie, które chciały ugotować coś pysznego z bagiennych stworzeń żyjących w Luizjanie. Można więc w gumbo znaleźć także aligatora ;)

 

 

Przepis:

0.5 kg kiełbasy wędzonej

1 kg skrzydełek

2 kraby w pancerzach

0.75 kg krewetek królewskich

0.5 l rosołu z kurczaka

4 łyżki masła

4 łyżki mąki

1 cebula

1 ząbek czosnku

pęczek natki pietruszki

pół szklanki pokrojonej w kostkę czerwonej papryki

pół szklanki pokrojonego selera naciowego

sól i pieprz

liść laurowy

0.5 łyżeczki gumbo filé (liście sassafras)

Kiełbasę pokroić i podsmażyć. Skrzydełka posolić i popieprzyć, opiec w piekarniku przez 35minut.

Z masła i mąki zrobić jasnobrązową zasmażkę i dodać ją rosołu. Dodać cebulę, czosnek, paprykę i selera.  Dodać liść laurowy. Gotować na wolnym ogniu przez 20-30 minut.

Następnie dodać kraba, krewetki, kiełbasę i kurczaka. Na końcu dodać sassafras.

Gumbo to sycąca potrawa dla całej rodziny ( o czym świadczą o proporcje w przepisie). Jeżli tylko upoluję aljegatora to danie zagości na moim stole.